Poprzednie życie / Past Lives - gdy dusze już się znają
|
|
Czas czytania 1 min
|
|
Czas czytania 1 min
reż. Celine Song · 2023, USA/Korea Płd. · melodramat · 106 min
Jest scena pod koniec tego filmu, w której bohaterka płacze - i nie do końca wiadomo nad czym. Nad miłością, którą zostawiła? Nad życiem, które wybrała? Nad tym, że oba są prawdziwe i oba bolą jednocześnie? Celine Song nie wyjaśnia. I właśnie dlatego ten film zostaje.
Poprzednie życie to debiut reżyserski Song - Koreanki wychowanej w Kanadzie, mieszkającej w Nowym Jorku - i jest oparty na jej własnym doświadczeniu. Nora i Hae Sung dorastali razem w Seulu. Jako dzieci byli sobie bliscy w ten sposób, który nie ma jeszcze nazwy, bo jest za wcześnie na miłość, a za późno na zwykłą przyjaźń. Potem Nora wyjeżdża z rodziną do Kanady. Rozdzieleni przez kontynenty, odnajdują się dwadzieścia lat później przez media społecznościowe. Spotykają się w Nowym Jorku. Nora jest już mężatką. Hae Sung - singlem, który przyleciał z drugiego końca świata.
"Co by było gdyby?" - film zbudowany jest wokół tego pytania, ale na tyle mądrze, żeby nigdy na nie nie odpowiedzieć.
To, co Song robi z tym materiałem, jest rzadkie: pokazuje trójkąt bez czarnego charakteru. Mąż Nory, Arthur — Amerykanin, pisarz, ktoś, kogo Nora naprawdę kocha — nie jest przeszkodą. Jest człowiekiem, który patrzy na żonę i jej pierwszą miłość i rozumie, że jest kimś spoza tej historii. Scena, w której rozmawia o tym z Norą w środku nocy, jest jedną z najlepiej napisanych scen o małżeństwie, jakie ostatnio widziałam na ekranie.
Film operuje pojęciem in-yun — koreańskim przekonaniem, że ludzie spotykają się nie przypadkiem, bo ich dusze znały się w poprzednich wcieleniach. To piękna i odrobinę niebezpieczna idea, bo może posłużyć do usprawiedliwienia każdej obsesji. Song używa jej z rozmysłem — jako pytanie, nie odpowiedź.
Nie ma tu wielkich gestów. Nie ma dramatycznych wyznań. Są za to rozmowy przy piwie, ulice Nowego Jorku, spojrzenia, które mówią więcej niż dialogi. Dla kobiet, które kiedykolwiek zostawiły coś za sobą — miasto, kraj, człowieka, wersję siebie — ten film będzie bolał w bardzo precyzyjnym miejscu.
Pięć kropek bez wahania. To jeden z tych filmów, które robią coś, co jest w kinie bardzo trudne - mówią o żałobie za życiem, którego się nie wybrało, bez melodramatyzmu i bez wyroku. I ta scena z mężem w nocy - rzadko widziałam tak dobrze napisane małżeństwo.