Przejdź do treści

Dzień Mamy w LAÏF: -12% z kodem "MAMA12"

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Moodboard

Czy naprawdę mamy jeszcze własny gust?

Napisane przez: Izabela Kaczmarek

|

|

Czas czytania 6 min

O epoce, w której algorytym podpowiada nawet, czego mamy pragnąć

I o tym, że wszystko zaczyna wyglądać tak samo - mieszkania, ubrania, wakacje, twarze, nawet sposób mówienia.


Wchodzisz na Pinterest szukając inspiracji do salonu. Trzydzieści minut później masz zapisane dwieście zdjęć - kremowe ściany, rattanowe meble, rośliny w glinianych donicach, bielone drewno, koce teksturowane, świece bez etykiet. Twoja tablica wygląda pięknie. Wygląda dokładnie tak samo jak tablica twojej koleżanki z Gdańska, influencerki ze Sztokholmu i kogoś z Sao Paulo, kogo obserwujesz od trzech lat i kto chyba ma podobne życie do twojego. Wszyscy chcą tego samego mieszkania. I nikt nie jest w stanie powiedzieć, skąd ta chęć pochodzi.


To jest pytanie, które coraz więcej kobiet zaczyna sobie zadawać - nie na głos, ale cicho, przy scrollowaniu, przy zakupach, przy urządzaniu. Czy to ja tego chcę? Czy algorytm mnie nauczył, że chcę? I co gorsze: czy jeszcze umiem odróżnić jedno od drugiego?

Pinterest nie jest tablicą inspiracji. Jest katalogiem osobowości.

Zanim Pinterest stał się tym, czym jest dziś, był miejscem, gdzie gromadziło się przypadkowe piękno - wycinki z magazynów, zdjęcia architektoniczne, cytaty ze starych książek. Chaos, ale autentyczny. Twój.

Dziś Pinterest jest maszyną do dopasowywania. Algorytm analizuje, co zapisujesz, i podsuwa ci więcej tego samego - tylko trochę lepsze, trochę bardziej spójne, trochę bardziej "ty". Problem polega na tym, że to "ty" jest konstruowane na podstawie zachowań milionów innych użytkowniczek podobnych do ciebie. Dostajesz nie swoją inspirację - dostajesz statystyczną średnią gustu kobiety w twoim wieku, o podobnych dochodach, z podobnymi zainteresowaniami.


Efekt jest taki, że estetyki przestają ewoluować organicznie, a zaczynają konwergować. Mamy globalny styl wnętrz, który można by nazwać "aspiracyjny minimalizm z naturalnych materiałów" - i jest on wszędzie: w Warszawie, Kopenhadze, Melbourne, Mediolanie. Nie dlatego, że ludzie mają identyczny gust. Dlatego, że dostawali identyczne podpowiedzi.



SŁOWNIK EPOKI


Algotaste - gust ukształtowany przez algorytm, nie przez doświadczenie. Termin pojawił się w anglojęzycznej krytyce kulturowej około 2023 roku i szybko trafił do mainstreamu. Opisuje estetykę, która wygląda jak osobista, a jest statystyczna.


Aesthetic flattening - spłaszczenie estetyczne; zjawisko, w którym różnorodne gusta i style zbiegają się ku jednej dominującej wizualnej narracji, zwykle tej promowanej przez algorytmy platform.


Doomscrolling the self - nieformalne określenie na obsesyjne sprawdzanie własnej tożsamości przez pryzmat cudzych treści w poszukiwaniu potwierdzenia, kim się jest.

TikTok jako fabryka identycznych ludzi

TikTok zrobił to samo, tylko szybciej i z mniejszą finezją. Platforma, która zrewolucjonizowała to, jak konsumujemy treści, stworzyła zjawisko bez precedensu: masową produkcję mikroestetyk z terminem ważności krótszym niż letnia kolekcja. Cottagecore, dark academia, coastal grandmother, clean girl, mob wife, balletcore - każda estetyka żyje kilka tygodni, produkuje tysiące identycznych treści, a potem zostaje zastąpiona kolejną.

Mechanizm jest subtelnie destrukcyjny. Użytkowniczki - często nastolatki, ale coraz częściej kobiety w każdym wieku - nie tyle odkrywają estetykę, ile adoptują tożsamość. Zamiast pytać "co lubię?", pytają "którą z dostępnych estetyk reprezentuję?". Gust staje się wyborem z menu, nie czymś budowanym latami przez doświadczenie, podróże, błędy, rozczarowania i przypadkowe zachwyty.

„Przez rok obserwowałam konta związane z »quiet luxury«. Kupiłam beżowy kaszmirowy sweter, beżowe spodnie, beżowy płaszcz. Weszłam do windy i zobaczyłam siebie w lustrze. Pomyślałam: kto to jest?”

To jest opowieść, którą słyszymy od wielu kobiet. Nie o żalu zakupowym - o żalu tożsamościowym. O poczuciu, że kupiły nie ubranie, ale wersję siebie stworzoną przez kogoś innego i sprzedaną jako własna.

Wszystkie twarze wyglądają tak samo. I to nie jest przypadek.

Zjawisko nie dotyczy tylko wnętrz i mody. Jeśli przez chwilę przyjrzysz się profilom influencerek na Instagramie - powiedzmy pięćdziesięciu profilom kobiet w różnych krajach - zauważysz coś niepokojącego. Twarze zaczynają wyglądać podobnie. Wydatne usta, uniesione łuki brwiowe, wygładzona skóra, wyraźne kości policzkowe. To nie jest natura. To jest zestaw zabiegów - i ten zestaw jest identyczny na wszystkich szerokościach geograficznych.


Algorytm piękna działa tak samo jak algorytm gustu. Twarze, które dostają dużo polubień, są podpowiadane jako wzorzec. Chirurdzy estetyczni mówią wprost: pacjentki przynoszą im zdjęcia z Instagrama i mówią "chcę tak". "Tak" znaczy: algorytmicznie sprawdzone piękno. Globalnie zunifikowane. Pozbawione charakteru, który jest z definicji nieefektywny - bo charakter polaryzuje, a polaryzacja obniża zasięg.


Jest w tym coś głęboko smutnego. Twarz z charakterem - z asymetrią, z nosem, który jest po prostu twoim nosem, ze zmarszczkami, które są mapą twojego śmiechu - jest coraz rzadziej pokazywana jako piękna. Nie dlatego, że nie jest. Dlatego, że algorytm jej nie nagradza.

Mieć gust dziś znaczy umieć się odciąć

Przez większość historii kultury posiadanie gustu oznaczało coś pozytywnego: zdolność do wyboru, do odróżnienia tego, co wartościowe, od tego, co przeciętne. Gust był zdobywany - przez lata czytania, podróżowania, patrzenia, rozmawiania, popełniania estetycznych błędów i z nich wyciągania wniosków. Był osobisty, bo wyrastał z osobistego doświadczenia.

Dziś coraz częściej posiadanie gustu oznacza przede wszystkim zdolność do obrony przed cudzym gustem. To umiejętność negatywna - nie "co wybieram", ale "przed czym się chronię". Kobieta z autentycznym gustem w 2026 roku to kobieta, która potrafi wejść na Pinterest i wyjść z czymś swoim. Która potrafi oglądać TikToka i nie adoprować estetyki tygodnia. Która wie, że jej mieszkanie nie musi wyglądać jak hotel butikowy - bo jest jej mieszkaniem.

Gust zawsze był formą oporu wobec masowości. Tylko że nigdy wcześniej masowość nie była tak precyzyjnie spersonalizowana.

To jest nowy paradoks: personalizacja stała się narzędziem uniformizacji. Algorytm nie podaje ci tego, co lubią wszyscy - podaje ci to, co lubią wszyscy tacy jak ty. A ponieważ kategoria "tacy jak ty" jest coraz szersza i coraz mniej ostra, efekt końcowy jest podobny: zbieżność.

Czy umiemy jeszcze czegoś naprawdę nie lubić?

To jest chyba najtrudniejsze pytanie w tym tekście. I najtrudniejsze do zadania sobie samej, bo wymaga pewnej odwagi.

Algorytmiczne środowisko medialne jest środowiskiem bezpiecznym w bardzo specyficznym sensie: rzadko wystawia nas na rzeczy, których nie lubimy. Platforma uczy się twoich preferencji i filtruje dyskomfort. W konsekwencji przestajemy ćwiczyć mięsień, który pozwala nam odróżniać własne upodobania od wpojonych - bo oba wyglądają tak samo gładko, tak samo przyjemnie.

Kiedyś gust formował się przez tarcie. Przez kontakt z tym, co ci nie odpowiada, co cię irytuje, co uważasz za kiczowate albo pretensjonalne. Przez spór ze znajomymi o film, który połowie się podobał, a połowie nie. Przez obcowanie z muzeum pełnym sztuki, która jest trudna. Przez czytanie książek, które kwestionują twój światopogląd.


Dziś algorytm chroni cię przed tarciem. I tym samym chroni cię przed posiadaniem prawdziwego gustu.

DWA PYTANIA NA WŁASNY UŻYTEK


1. Skąd pochodzi przedmiot, którego obecnie bardzo pragniesz? Z czyjegoś życia, które znasz z bliska - czy z konta, które obserwujesz od lat bez żadnego kontaktu?


2. Gdybyś miała opisać swój gust komuś bez internetu - bez pokazywania tablic, kont, estetyk - co byś powiedziała? Czy miałabyś słowa?

Jak odzyskać własny gust - jeśli w ogóle można to tak nazwać.

Nie ma tu recepty. To byłoby zbyt łatwe i zbyt sprzeczne z duchem tego tekstu. Ale są kierunki.

Pierwszy: tarcie. Celowe wystawianie się na rzeczy poza swoją bańką algorytmiczną. Muzea, których nie wybrałbyś z polecenia. Książki z listy, której nie ułożył dla ciebie żaden algorytm. Rozmowy z ludźmi, którzy mają zupełnie inny gust niż ty - i słuchanie, co w nim jest pięknego, zanim zaczniesz się nie zgadzać.

Drugi: pamięć. Co lubiłaś, zanim zaczęłaś scrollować? Jakie ubrania kupowałaś, kiedy Instagram jeszcze nie istniał? Jak wyglądało twoje pierwsze samodzielne mieszkanie - nie to wymarzone, to rzeczywiste, z błędami i przypadkowymi meblami? Często w tym chaosie jest więcej ciebie niż w stu spójnych tablicach.

Trzeci - i najtrudniejszy: tolerancja dla niejednoznaczności. Autentyczny gust jest niespójny. Lubi rzeczy, które do siebie nie pasują. Ktoś może kochać brutalistyczną architekturę i haftowane obrusy po babci jednocześnie. Może nosić drogi zegarek i ubrania z secondhandu. Może mieć w salonie obraz, którego nikt z gości nie rozumie - i nie chcieć go tłumaczyć.


Algorytm nie toleruje niespójności. Ty możesz.


Może na tym polega różnica między gustem algorytmicznym a własnym. Nie w tym, co wybierasz - ale w tym, że wiesz, dlaczego. Że za wyborem stoi coś: wspomnienie, doświadczenie, przekonanie, historia. Nie engagement rate.


Własny gust nie jest piękniejszy niż algorytmiczny. Nie jest bardziej trendy ani bardziej "aesthetic". Ale jest twój. I w epoce, kiedy wszystko jest coraz bardziej zunifikowane, coraz precyzyjniej dopasowane i coraz trudniejsze do odróżnienia od siebie nawzajem - to jest wartość, której żaden algorytm ci nie poda.

Bo gdyby mógł - już by to zrobił.