Przejdź do treści

Dzień Mamy w LAÏF: -12% z kodem "MAMA12"

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Artystyczne kręgi, miłosne trójkąty. Virginia Woolf i grupa Bloomsbury, czyli leczmy się szampanem

Artystyczne kręgi, miłosne trójkąty. Virginia Woolf i grupa Bloomsbury, czyli leczmy się szampanem

Napisane przez: Izabela Kaczmarek

|

|

Czas czytania 2 min

Amy Licence · przeł. Aleksandra Kamińska · Wydawnictwo Znak, 2024 · biografia zbiorowa

Podobno John Maynard Keynes, ekonomista, który przepisał reguły kapitalizmu, twierdził, że szampan jest niezbędny dla zdrowia. Nie jako bon mot przy kolacji, ale zupełnie serio: jako przekonanie człowieka, który pił go regularnie i nie przepraszał za to nikogo. Bloomsbury w pigułce.

Grupa Bloomsbury to środowisko londyńskich intelektualistów, artystów i pisarzy, które rozkwitło na przełomie XIX i XX wieku wokół rodzeństwa Stephenów - przede wszystkim Virginii, która zostanie Woolf, i Vanessy, która zostanie Bell. Razem z nimi: Keynes właśnie, krytyk sztuki Roger Fry, pisarz Lytton Strachey, malarz Duncan Grant i dziesiątki innych, krążących przez lata przez te same salony, wille na wsi i - tak, to też - te same sypialnie.

Amy Licence napisała o nich książkę, która ma w tytule zapożyczenie od Dorothy Parker: "artystyczne kręgi, miłosne trójkąty". Parker miała rację w obu przypadkach, choć "trójkąty" to eufemizm - sieć związków uczuciowych Bloomsburczyków była bardziej wielokątem niż trójkątem, i to takim, który zmieniał kształt co kilka lat.

"Żyli w kwadratach, kochali w trójkątach" — ale przede wszystkim robili to na własnych zasadach, kiedy takie zasady były naprawdę kosztowne.

To jest jednak - i tu jest klucz do tej książki - coś więcej niż towarzyska kronika. Licence interesuje ją coś trudniejszego: moment historyczny, w którym świat wiktoriański pękał pod własnym ciężarem. Dom ojca Virginii i Vanessy, Lesliego Stephena, otwiera tę opowieść - i jest to portret duszny, zbudowany z zasad, etykiety i milczących oczekiwań wobec córek. Bloomsbury jest w tej narracji nie tyle grupą artystyczną, co zbiorową ucieczką z tamtego domu.

Virginia Woolf, której depresja i choroba psychiczna towarzyszyła przez całe życie, szampana piła mniej niż Keynes - ale ideę, że życie można zorganizować inaczej niż nakazuje konwenans, przyjęła absolutnie. Pisała eksperymentalnie, kiedy eksperyment w literaturze nie był jeszcze modą. Kochała kobiety, kiedy było to nie tylko nieakceptowalne, ale i niebezpieczne. Orlando, ta fantastyczna powieść o bohaterce/bohaterze przekraczającym czas i płeć, powstała jako miłosny list do Vity Sackville-West - i jest dziełem, które bez Bloomsbury nie istniałoby w takiej formie.

Kto jest kim  — mini przewodnik

Virginia Woolf — pisarka, autorka Pani Dalloway, Do latarni morskiej, Orlanda. Jedna z największych modernistek w historii literatury angielskiej.

Vanessa Bell — malarka, siostra Virginii. Żyła w otwartym związku z mężem Clive'em Bellem i malarzem Duncanem Grantem jednocześnie. Przez dekady — i wszyscy wiedzieli.

John Maynard Keynes — ekonomista, twórca keynesizmu, czyli teorii, która zrewolucjonizowała myślenie o roli państwa w gospodarce. Biseksualny, wyśmienicie ubrany, z upodobaniem do szampana i baletu.

Lytton Strachey — pisarz i krytyk, jeden z pierwszych, który otwarcie żartował z własnej homoseksualności w towarzystwie, które formalnie jej nie tolerowało.

Roger Fry — krytyk sztuki, który wprowadził Cézanne'a, Matisse'a i Picassa do świadomości angielskiej publiczności. Wymyślił termin "postimpresjonizm".

Licence pisze płynnie i z empatią - bez wyroku wobec nikogo, bez taniego skandalizowania, bez feministycznego manifestu przyklejonego do każdej strony. To jest zaleta tej książki i jej największy atut dla czytelniczki, która chce zrozumieć, a nie zostać pouczana. Vanessa, która przez lata żyła w trójkącie z mężem i kochankiem pod jednym dachem i malowała przez to wszystko znakomite obrazy - nie jest tu ani ofiarą, ani wzorem do naśladowania. Jest kobietą, która podjęła decyzje na własny rachunek.


Dlaczego warto to czytać teraz, w 2025 roku? Bo Bloomsbury zadawało pytania, które wciąż nie mają oczywistych odpowiedzi: jak żyć autentycznie w świecie, który ma wobec ciebie konkretne oczekiwania? Jak tworzyć, kiedy bycie sobą jest aktem oporu? Jak budować środowisko, które karmi, a nie dławi?

Oni leczyli te pytania szampanem, rozmowami do trzeciej w nocy i pracą. Nie zawsze im wychodziło. Virginia Woolf skończyła tragicznie. Ale sztuka, którą po sobie zostawili - i wolność, którą wzięli bez pytania o pozwolenie - zostały.


Książka jest gęsta od nazwisk i dat, i momentami wymaga skupienia. Ale jest też jedną z tych, po których patrzysz inaczej na własne życie - i pytasz, z czego jeszcze możesz sobie pozwolić zrezygnować.